Co powiesz na ponad miesiąc bez trzustki? Medtronic uznał moją reklamację, a wkłuć do pompy insulinowej nadal nie mam

Cukrzycę typu 1 mam od prawie 13 lat. To wystarczająco długo, żeby przestać zastanawiać się nad większością rzeczy związanych z chorobą. Liczenie węglowodanów, insulina, sensor, pompa, zmiana wkłucia – z czasem wszystko staje się częścią codzienności. Nie oznacza to oczywiście, że choroba znika; po prostu człowiek uczy się żyć w świecie, w którym każda kanapka ma swoją liczbę wymienników węglowodanowych, każdy spacer może wpłynąć na glikemię, a jeden rzut oka na telefon potrafi powiedzieć wszystko o najbliższej godzinie. W pewnym momencie zaczyna się to robić niemal automatycznie – i właśnie technologia jest jednym z powodów, dla których dzisiaj mogę sobie na taki komfort pozwolić. Od lat korzystam z pompy insulinowej Medtronic, którą najprościej mogę opisać jako moją trzustkę w kieszeni. To oczywiście ogromne uproszczenie, ale dobrze pokazuje, jaką rolę to niewielkie urządzenie odgrywa w moim życiu.
Co powiesz na ponad miesiąc bez trzustki? Medtronic uznał moją reklamację, a wkłuć do pompy insulinowej nadal nie mam

Cukrzyca typu 1 nie polega bowiem na tym, że organizm produkuje trochę za mało insuliny albo że wystarczy zmienić dietę, żeby problem zniknął. To choroba autoimmunologiczna, w której układ odpornościowy niszczy komórki beta trzustki odpowiedzialne za produkcję insuliny.

W efekcie organizm przestaje wytwarzać jej wystarczającą ilość, a insulinę trzeba dostarczać z zewnątrz przez całe życie. Bez niej glukoza nie może być prawidłowo wykorzystywana przez organizm, poziom cukru we krwi rośnie, pojawiają się ketony i może rozwinąć się kwasica ketonowa – stan bezpośrednio zagrażający życiu.

Dlatego dla osoby z cukrzycą typu 1 insulina nie jest jednym z leków, które można przez kilka dni odstawić, bo akurat nie udało się wykupić recepty. Jest absolutną podstawą funkcjonowania organizmu.

I tutaj dochodzimy do pompy. Przy klasycznej terapii za pomocą penów najczęściej stosuje się dwa rodzaje insuliny: długo działającą, która odpowiada za podstawowe zapotrzebowanie organizmu przez wiele godzin, oraz szybko działającą, podawaną do posiłków i korekt.

Pompa działa inaczej. W jej zbiorniku znajduje się tylko insulina szybko działająca – w moim przypadku NovoRapid – którą urządzenie podaje w niewielkich dawkach przez całą dobę, zastępując w ten sposób insulinę bazową, a dodatkowo umożliwia podawanie większych dawek do jedzenia czy na korektę wysokiego cukru.

To dlatego człowiek korzystający z pompy nie ma w organizmie takiego „zapasu” długo działającej insuliny jak osoba stosująca klasyczny schemat z penami. Standardy leczenia opisują właśnie taki model ciągłego podawania szybko działającej insuliny jako podstawę terapii pompą. 

Ma to bardzo konkretną konsekwencję. Jeśli pompa albo zestaw infuzyjny przestanie dostarczać insulinę, sytuacja może pogarszać się znacznie szybciej, niż osobie niezwiązanej z cukrzycą może się wydawać.

Materiały dla użytkowników pomp wprost zwracają uwagę, że brak insuliny długo działającej oznacza ryzyko rozwinięcia kwasicy ketonowej już w ciągu kilku godzin od przerwania podaży insuliny.

Oczywiście istnieje procedura awaryjna – można wrócić do penów, podawać insulinę szybko działającą w zastrzykach, a przy dłuższej przerwie również wprowadzić z powrotem insulinę bazową. Tyle że nie jest to przełączenie czegoś w ustawieniach. Trzeba znać swoje dawki, przeliczyć bazę i wiedzieć, kiedy można bezpiecznie wrócić do pompy. To inny schemat prowadzenia terapii. 

Dlatego porównanie pompy do „trzustki w kieszeni” dla osoby korzystającej z niej przez lata nie jest specjalnie odległe od rzeczywistości. A pompa, nawet najlepsza, bez zestawu infuzyjnego jest po prostu drogim pudełkiem.

Wszystko zależy od kawałka plastiku, drenu i niewielkiej igły

Pompa jest połączona ze mną za pomocą zestawu infuzyjnego. To właśnie przez niego insulina ze zbiornika trafia pod skórę. W moim przypadku są to metalowe wkłucia Medtronic, z których korzystam od lat.

Nie dlatego, że szczególnie upodobałem sobie stalową igłę tkwiącą pod skórą przez całą dobę, ale dlatego, że po prawie 13 latach cukrzycy mam zrosty, a miękkie, teflonowe wkłucia w moim przypadku zwyczajnie się nie sprawdzają.

Na szczęście istnieją różne rodzaje zestawów, więc przez lata nie stanowiło to większego problemu. Wybierałem takie, które działają u mnie dobrze, zmieniałem je zgodnie z zaleceniami i właściwie przestałem o całej sprawie myśleć.

Do czasu ostatniej partii zamówionej w aptece.

Trafiłem na trzy opakowania wkłuć, z którymi były problemy. Nie kombinowałem, nie szukałem obejść i nie próbowałem załatwiać sprawy poza oficjalną ścieżką. Zadzwoniłem do Medtronic i zgłosiłem reklamację. Była sobota, 1 sierpnia 2026 roku.

Zgłoszenie zostało przyjęte, zweryfikowane, rozpatrzone i zaakceptowane. Formalne potwierdzenie otrzymałem 2 sierpnia – jak mi przekazano, stało się to dopiero dzień później z powodu awarii systemu. W wiadomości znalazła się bardzo konkretna informacja: „wysyłka produktów zwykle trwa do 14 dni”. Poniżej podano dane Działu Obsługi Klienta, do którego należy kierować pytania o status przesyłki.

Nie miałem więc specjalnego powodu do niepokoju. Reklamacja została uznana. Medtronic wiedział, jakiego produktu potrzebuję, i znał całą sytuację – w tym fakt, że nie mam innych wkłuć – więc wierzyłem, że sprawa zostanie potraktowana odpowiednio poważnie. Pozostawało mi poczekać maksymalnie kilkanaście dni.

Dzisiaj mija ponad sześć tygodni. Wkłuć nadal nie mam.

Czternaście dni zrobiło się sześcioma tygodniami

Gdy minęło deklarowane 14 dni, zacząłem kontaktować się z Działem Obsługi Klienta. Dokładnie tym, do którego Medtronic sam odesłał mnie w wiadomości dotyczącej reklamacji. Dzwoniłem kilkukrotnie i z każdą rozmową coraz bardziej odnosiłem wrażenie, że znalazłem się w sytuacji, w której każdy wie, że problem istnieje, ale nikt nie jest w stanie go rozwiązać.

Dowiedziałem się, że wkłuć nie ma na stanie. Usłyszałem również, że Medtronic właściwie nic nie może z tym zrobić i powinienem skontaktować się z Pomocą Techniczną. Problem polega na tym, że z Pomocą Techniczną od około dwóch tygodni nie udało mi się połączyć.

Dostałem także numer telefonu do osoby, która – zgodnie z tym, co przekazano mi na infolinii – zajmuje się klientami Medtronic w Warszawie. Telefonu nie odebrała. Nie oddzwoniła. Pisałem maile. Odpowiedzi tekstowej także nie otrzymałem.

I właściwie w tym miejscu komunikacja się kończy. Reklamacja jest zaakceptowana, produkt nie został wysłany, ja dzwonię, jestem odsyłany dalej, próbuję dodzwonić się pod kolejne numery i nadal jestem dokładnie w tym samym miejscu. Nikt z Medtronic nie kontaktuje się ze mną z własnej inicjatywy.

Nikt nie mówi, kiedy produkt może wrócić na magazyn. Nikt nie proponuje rozwiązania zastępczego. Nie mam nawet informacji w rodzaju: „wiemy, że sytuacja jest poważna, przewidujemy dostawę wtedy i wtedy”. Jest cisza i odpowiedzialność przerzucana pomiędzy kolejnymi działami.

Źródło: Unsplash

W przypadku praktycznie dowolnej firmy byłaby to fatalna obsługa klienta. Gdyby chodziło o słuchawki, telefon, zegarek albo ekspres do kawy, prawdopodobnie napisałbym kilka bardzo nieprzyjemnych zdań, wyciągnął z szuflady poprzedni sprzęt i poczekał.

Tylko że Medtronic nie sprzedaje mi etui do telefonu. Produkuje system medyczny, z którego korzystam 24 godziny na dobę i za pośrednictwem którego otrzymuję lek potrzebny mi do życia. Dlatego oczekiwałbym, że kiedy firma uznaje reklamację elementu tego systemu, jego wymiana będzie potraktowana trochę inaczej niż wysyłka brakującego kabla z paczki.

Mogę kupić je sam. Tylko dlaczego mam płacić fortunę za cudzy problem?

Wkłucia do pomp insulinowych są w Polsce refundowanym wyrobem medycznym. W aktualnych przepisach standardowe zestawy działające do trzech dni przysługują w liczbie do 10 sztuk miesięcznie, a poziom odpłatności zależy między innymi od wieku pacjenta.

W praktyce pacjent może realizować zlecenia obejmujące kolejne okresy, ale refundacja ma swoje limity i nie działa jak abonament z nielimitowaną liczbą dodatkowych opakowań. Jeżeli część otrzymanego sprzętu okazuje się wadliwa, nie mogę po prostu następnego dnia wejść do apteki i powiedzieć, że tamte nie działają, więc poproszę jeszcze trzy pudełka na koszt NFZ. W moim przypadku kolejny zapas w ramach realizowanego cyklu będę mógł kupić dopiero w październiku.

Oczywiście mogę rozwiązać problem inaczej. Mogę znaleźć punkt sprzedaży i kupić wkłucia bez refundacji – wyciągnąć kartę, zapłacić pełną cenę i sprawić, że problem Medtronic przestanie być problemem Medtronic, bo przerzucę jego koszt na siebie.

I właśnie tutaj zaczyna się coś, czego kompletnie nie potrafię zaakceptować. Nie reklamuję produktu dlatego, że zmieniłem zdanie czy się rozmyśliłem. Nie oczekuję prezentu, darmowego dodatkowego zapasu ani specjalnego traktowania.

Dostałem produkty, z którymi był problem, zgłosiłem je oficjalną drogą, producent reklamację zaakceptował, a teraz to ja miałbym wydać własne pieniądze – i to niemałą kwotę – żeby załatać dziurę powstałą dlatego, że firma przez sześć tygodni nie była w stanie dostarczyć zamienników?

Źródło: Unsplash

Nie mam problemu z samym faktem, że coś może okazać się wadliwe. Produkcja nie jest idealna, błędy się zdarzają, partie mogą mieć problemy. Właśnie dlatego istnieją procedury reklamacyjne. Problem zaczyna się wtedy, gdy procedura działa wyłącznie do momentu kliknięcia w systemie przycisku „reklamacja zaakceptowana”.

Bo dla klienta akceptacja reklamacji nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest otrzymanie sprawnego produktu. Szczególnie jeśli mówimy o produkcie medycznym, od którego zależy możliwość korzystania z podstawowej metody leczenia.

Cukrzyca i tak wymaga ode mnie wystarczająco dużo

Być może właśnie dlatego cała ta sytuacja irytuje mnie bardziej, niż zrobiłaby to jeszcze kilka lat temu. Cukrzyca typu 1 sama w sobie wymaga od osoby chorej nieustannej uwagi. Każdego dnia podejmuję dziesiątki decyzji, których zdrowa osoba nigdy nie musi podejmować.

Patrzę na poziom cukru, zastanawiam się, dokąd zmierza, liczę węglowodany, podaję insulinę, reaguję na spadki, koryguję wzrosty. Aktywność fizyczna zmienia zapotrzebowanie na insulinę. Stres potrafi zmienić glikemię. Infekcja potrafi diametralnie zmienić zapotrzebowanie na insulinę.

Nawet identyczny posiłek zjedzony w dwóch różnych dniach nie zawsze daje identyczny efekt. Nowoczesna technologia zabiera część tego ciężaru, ale go nie usuwa. Pompa i sensor pozwalają po prostu nie myśleć o chorobie absolutnie przez każdą minutę dnia.

I właśnie tego oczekuję od sprzętu medycznego: żeby zdejmował ze mnie część problemów, a nie tworzył kolejne.

Fot. Freepik

Nie wyprodukuję sobie wkłucia w domu. Nie pojadę do fabryki i nie wyciągnę pudełka z magazynu. Nie mam wpływu na łańcuch dostaw Medtronic ani na to, czy dany produkt jest dostępny.

Jedyne, co mogę zrobić jako pacjent, to korzystać z oficjalnych kanałów, zgłaszać problemy i zakładać, że firma, której urządzeniu powierzam coś tak podstawowego jak podawanie insuliny, zareaguje, kiedy jeden z kluczowych elementów tego systemu przestanie być dostępny.

Przez ostatnie sześć tygodni robiłem dokładnie to. Dzwoniłem. Pytałem. Próbowałem kontaktować się z kolejnymi osobami. Czekałem. Efekt jest taki sam jak na początku. 

Nie proszę Medtronic o przysługę

I chyba właśnie to chciałbym w tym artykule podkreślić najmocniej. Nie oczekuję od Medtronic prezentu. Nie proszę o dodatkowe opakowania „na wszelki wypadek”. Nie próbuję dostać czegoś, co mi się nie należy. Zgłosiłem problem z produktami, reklamacja została rozpatrzona pozytywnie i chcę dostać zamienniki. Tylko tyle.

Proponowałem nawet na infolinii, że mogę przyjąć wkłucia teflonowe – bo choć różnie u mnie z ich skutecznością, to lepsze takie, niż żadne. Dostałem informację, że oni nie mogą tego zmienić i dostałem kolejny numer telefonu, pod którym również nikt nie odpowiedział.

Po sześciu tygodniach trudno uznać to za wygórowane oczekiwanie. Szczególnie wobec jednej z największych firm technologii medycznych na świecie. Firmy, która funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości niż producent smartfonów, telewizorów czy słuchawek.

W tym świecie sprawna pomoc techniczna, dostępność części i odpowiedzialna obsługa klienta nie są miłym dodatkiem do produktu. Są częścią produktu. Kupując i wybierając system leczenia, pacjent uzależnia się w pewnym stopniu również od tego, czy jego producent będzie w stanie zapewnić mu ciągłość korzystania ze sprzętu.

Kiedy producent telefonu przez sześć tygodni nie potrafi wysłać części zamiennej, klient przez sześć tygodni ma niesprawny telefon. Może kupić inny, wyciągnąć stary z szuflady albo przez kilka dni żyć bez niego.

Kiedy producent sprzętu do insulinoterapii przez sześć tygodni nie potrafi zrealizować zaakceptowanej reklamacji zestawów infuzyjnych, pacjent musi awaryjnie przebudować sposób leczenia – z odpowiednim przeliczeniem dawek i powrotem do insuliny bazowej – albo sam sfinansować rozwiązanie problemu.

Źródło: Freepik

Od prawie 13 lat żyję bez prawidłowo działającej trzustki. Dzięki technologii przez większość dnia nie muszę o tym pamiętać. Mam pompę w kieszeni, sensor na ręce i możliwość funkcjonowania w sposób, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłby niewyobrażalny.

Przez ostatnie sześć tygodni Medtronic bardzo skutecznie przypomina mi jednak, jak wiele z tej normalności zależy od jednego niewielkiego wkłucia. 

Kacper CembrowskiK
Napisane przez

Kacper Cembrowski