Do Kliniki Położnictwa i Ginekologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach trafiła kobieta z zaawansowanymi objawami – brzuch był mocno powiększony, a pacjentka uskarżała się na ból, ucisk i ograniczoną ruchomość. Badania obrazowe wykazały olbrzymi guz w obrębie macicy, który dodatkowo przemieszczał narządy jamy brzusznej, powodując powstanie przepukliny pępkowej. Zdecydowano się na operację – histerektomię, czyli całkowite usunięcie macicy wraz z guzem.
Czytaj też: Rak pod (niskim) napięciem. Ta metoda całkowicie zmienia środowisko guza
Dr hab. n. med. Grzegorz Świercz, kierownik kliniki, wyjaśnia:
To była macica mięśniakowata, z licznymi, rozrastającymi się przez lata guzami, które osiągnęły masę 11,5 kg.
11,5-kilogramowy guz to lata zaniedbań i realne ryzyko
Ze względu na rozmiar zmiany i ryzyko powikłań – szczególnie masywnego krwawienia – do operacji zaangażowano także chirurgów ogólnych z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej. Wspólnie z ginekologami zajęli się zabezpieczeniem przepukliny pępkowej oraz dostępem do zmienionych struktur wewnętrznych.
Czytaj też: Milimetry od nerwów i naczyń. Spektakularna operacja rzadkiego guza w Gdyni
Dr hab. n. med. Grzegorz Świercz dodaje:
Tego typu operacje są wyzwaniem, bo duży guz zmienia topografię anatomiczną jamy brzusznej. Narządy są przemieszczenie, naczynia – rozciągnięte i poszerzone. Nie wystarczy wyciąć zmianę, trzeba też zadbać o bezpieczeństwo pacjentki w kontekście układu krążenia.
Zabieg przeprowadzono bez powikłań. Mimo dużej masy guza, który wpływał na funkcjonowanie wielu narządów, pacjentka doszła do siebie bardzo szybko. Ale choć medialnie spektakularna, ta historia jest też przestrogą.

Dr hab. n. med. Grzegorz Świercz wyjaśnia:
To nie pierwszy taki przypadek, ale wyjątkowo jaskrawy. Kobiety po menopauzie często przestają chodzić do ginekologa. Uważają, że skoro nie planują dzieci, to nie muszą się badać. A to właśnie wtedy rośnie ryzyko nowotworów.
Statystyki nie są łaskawe. Mimo że NFZ refunduje badania cytologiczne co trzy lata (a w grupach ryzyka nawet częściej), wiele kobiet w ogóle nie korzysta z tej możliwości. Tymczasem mięśniaki macicy, torbiele, czy nawet wczesne zmiany nowotworowe mogą być przez długi czas bezobjawowe – aż do momentu, gdy stają się zagrożeniem dla życia.
Lekarze zwracają też uwagę na coraz młodsze pacjentki trafiające na oddziały onkologiczne i ginekologiczne z zaawansowanymi guzami. Wpływ może mieć styl życia, przewlekły stres, niska aktywność fizyczna, zaburzenia hormonalne czy zanieczyszczenie środowiska. Ale głównym problemem pozostaje brak badań.
Ryzyko guzów macicy rośnie po menopauzie
Mięśniaki macicy to najczęstsze łagodne nowotwory u kobiet – według danych epidemiologicznych, występują u ponad 60 proc. kobiet po 35. roku życia. Większość z nich nie wymaga operacji, jeśli są małe, nie powodują objawów i nie rosną. Jednak niektóre, zwłaszcza nieleczone, mogą osiągać gigantyczne rozmiary, powodując powikłania: ucisk na pęcherz, jelita, aortę brzuszną, a nawet prowadząc do anemii czy niedrożności jelit.
Z biologicznego punktu widzenia, 11-kilogramowy guz macicy to efekt lat ignorowania objawów lub ich bagatelizowania. Wzrasta powoli, ale systematycznie. Tkanka mięśniowa macicy pod wpływem hormonów – szczególnie estrogenu – może namnażać się nadmiernie i tworzyć guzowate struktury. Ich diagnostyka jest prosta – wystarczy USG przezpochwowe, a leczenie – od farmakologicznego po operacyjne – jest tym skuteczniejsze, im wcześniej zostanie wdrożone.
Kielecki przypadek kończy się szczęśliwie. Pacjentka wraca do zdrowia, guz został usunięty, a przepuklina zabezpieczona. Ale nie wszystkie takie historie mają dobre zakończenie. Dlatego lekarze z Kielc nie tylko chwalą się sukcesem zespołu, ale też apelują: nie czekajcie, aż guz urośnie – regularne badania to obowiązek, a nie przywilej – dla własnego dobra.