Nowe badania opublikowane w Nature Communications nad osią jelita-mózg dobrze wpisują się w ten zwrot. Od razu uprzedzę, że nie wynika z nich, że cztery kawy dziennie naprawią nastrój, zastąpią terapię albo ochronią mózg przed starzeniem. Wynika natomiast, że regularne picie kawy może wpływać na skład bakterii jelitowych, poziom niektórych metabolitów, odczuwany stres i samopoczucie. Co szczególnie ciekawe, część tych zmian pojawiała się również przy kawie bezkofeinowej.
Jelita i mózg rozmawiają częściej, niż lubimy przyznawać
Oś jelita-mózg brzmi trochę jak hasło z konferencji o biohackingu, ale opisuje bardzo realną komunikację. Jelita i mózg wymieniają sygnały przez układ nerwowy, odpornościowy, hormonalny i metaboliczny. Mikroorganizmy żyjące w jelitach biorą udział w produkcji i przetwarzaniu substancji, które mogą wpływać na stan zapalny, stres, apetyt, sen, a pośrednio także nastrój.
To nie oznacza, że każda emocja zaczyna się w brzuchu, a każdą gorszą myśl da się naprawić kefirem, błonnikiem albo espresso. Takie uproszczenia są kuszące, bo dają szybkie poczucie kontroli. Organizm rzadko działa jednak jak aplikacja z jednym suwakiem. Bardziej przypomina dom, w którym ktoś ciągle przestawia instalację elektryczną, ogrzewanie i wentylację, a my próbujemy dojść, dlaczego w salonie zrobiło się duszno.
W przypadku kawy badacze sprawdzali między innymi, jak różnią się osoby pijące ją regularnie od tych, które kawy nie piją, a potem obserwowali, co dzieje się po przerwie i ponownym wprowadzeniu napoju. Uczestnicy pijący kawę zwykle sięgali po 3-5 filiżanek dziennie. Po okresie odstawienia część wróciła do kawy kofeinowej, część do bezkofeinowej. To ważne, bo pozwala oddzielić przynajmniej część działania kofeiny od działania samej kawy jako mieszaniny wielu związków.
Czytaj też: Serce może nie lubić naszych zarwanych wieczorów. Nowe dane o śnie dają do myślenia
Kawa bez kofeiny trochę miesza w prostym podziale na pobudzenie i brak pobudzenia
Przez lata kawa bezkofeinowa była traktowana z lekką pobłażliwością. Jak kompromis dla tych, którzy chcą rytuału, ale nie mogą albo nie chcą pobudzenia. Tymczasem z punktu widzenia jelit może być znacznie ciekawsza, niż sugeruje jej reputacja.
Kawa zawiera polifenole, kwasy fenolowe, trigonelinę i wiele innych związków bioaktywnych. Część z nich przechodzi przez przewód pokarmowy i staje się pożywką albo materiałem do przetworzenia dla bakterii jelitowych. W efekcie nie pijemy tylko kofeiny w brązowej wodzie. Dostarczamy organizmowi mieszaninę, z którą mikrobiota może coś zrobić. I najwyraźniej robi.
W badaniu po ponownym wprowadzeniu kawy obserwowano zmiany związane z nastrojem i stresem. Uczestnicy zgłaszali m.in. niższy poziom odczuwanego stresu i lepsze samopoczucie. Część zmian dotyczyła zarówno kawy kofeinowej, jak i bezkofeinowej. Kofeina nadal miała swoje osobne znaczenie, szczególnie przy pobudzeniu, koncentracji czy lęku, ale nie była jedyną bohaterką.

Cztery kawy dziennie brzmią przyjemnie, ale…
Wyniki są ciekawe, ale wymagają spokojnego interpretowania. Badanie było niewielkie, obejmowało zdrowych dorosłych i trwało stosunkowo krótko. Nie daje podstaw do prostego zalecenia: pij cztery kawy dziennie, a poprawisz zdrowie psychiczne. Zwłaszcza że kawa u jednej osoby może poprawić skupienie, a u drugiej wywołać kołatanie serca, niepokój i sen pocięty na cienkie plasterki.
To szczególnie ważne przy zaburzeniach lękowych, problemach ze snem, nadciśnieniu, refluksie czy nadwrażliwości na kofeinę. Kawa może wspierać codzienny rytm, ale bywa też świetnym sposobem na podkręcenie napięcia, jeśli ktoś i tak żyje na wysokich obrotach.
Nie bez znaczenia jest też pora picia. Popołudniowe kawy bywają zdradliwe, bo ich koszt pojawia się dopiero wieczorem. A sen jest jednym z filarów zdrowia mózgu, którego nie da się oszukać nawet najlepszym naparem. Jeśli kawa poprawia nastrój rano, ale zabiera regenerację nocą, bilans przestaje być tak przyjemny.
Mózg lubi rytuały, ale jelita lubią konsekwencję
W kawie jest jeszcze jeden element, który trudno zmierzyć w próbce kału czy moczu: rytuał. Chwila przerwy, zapach, ciepło kubka, kilka minut bez klikania w powiadomienia. To też może wpływać na napięcie, choć oczywiście nie tłumaczy zmian mikrobiologicznych. Myślę jednak, że łatwo nam przecenić samą substancję, a nie docenić całego kontekstu, w którym ją przyjmujemy.

Kawa wypita spokojnie po śniadaniu działa inaczej w codziennym doświadczeniu niż kawa wypita na pusty żołądek, w biegu, między jednym stresem a drugim. Jelita nie funkcjonują w próżni. Reagują na dietę, sen, ruch, leki, alkohol, stres i regularność posiłków. Jeśli ktoś liczy, że kawa przykryje brak snu, nerwowy tryb życia i dietę opartą na przypadkowych przekąskach, może się rozczarować. Mikroorganizmy jelitowe też mają swoje granice cierpliwości.
Czytaj też: Mikrobiota jelit jest ważnym filarem zdrowia. Wspierajmy ją każdego dnia
Kawa zostaje ciekawym elementem układanki, a nie receptą na zdrowie psychiczne
Z tych badań płynie dla mnie zaproszenie do bardziej dorosłego spojrzenia na codzienne nawyki. Kawa może być częścią diety, która wspiera organizm. Może wpływać na jelita, a przez nie także na parametry związane z nastrojem i funkcjonowaniem mózgu. Może też szkodzić, gdy pijemy jej za dużo, za późno albo wbrew sygnałom własnego ciała.
Jeśli kawa komuś służy, nie ma powodu traktować jej jak winnej przyjemności. Jeśli szkodzi, kawa bezkofeinowa może być sensowną alternatywą, bo zachowuje część związków bioaktywnych bez typowego pobudzenia. A jeśli ktoś w ogóle jej nie pije, nie musi zaczynać tylko dlatego, że mikrobiom chwilowo trafił na okładkę świata wellness. Kawa nie jest magiczną tarczą dla mózgu. Jest raczej jednym z tych codziennych drobiazgów, które pokazują, jak bardzo ciało lubi powiązania.
