Nie tylko insulina. Naukowcy odkryli, co jeszcze może wpływać na poziom cukru

Od lat wiadomo, że osoby mieszkające wyżej nad poziomem morza częściej mają lepszą tolerancję glukozy i rzadziej zapadają na cukrzycę niż ludzie żyjący nisko. Problem polegał na tym, że mechanizm tego zjawiska był niejasny. Podejrzewano różne tkanki, hormony, zmiany stylu życia, adaptację do wysiłku, ale brakowało jednego, mocnego biologicznego wyjaśnienia.
Nie tylko insulina. Naukowcy odkryli, co jeszcze może wpływać na poziom cukru

Nowa praca opublikowana 19 lutego 2026 roku w Cell Metabolism wskazuje bohatera, którego mało kto wcześniej stawiał w centrum takiej historii: czerwone krwinki. Badacze pokazali, że w warunkach obniżonej dostępności tlenu mogą one działać jak bardzo sprawny “zlew” dla glukozy, czyli dosłownie wyciągać jej więcej z krwiobiegu. W modelach mysich efekt był na tyle wyraźny, że poprawiał tolerancję glukozy, a nawet odwracał hiperglikemię.

Brzmi to trochę tak, jakby organizm w górach uruchamiał awaryjny program oszczędzania i jednocześnie sprzątania. Tam, gdzie tlenu jest mniej, krew nie tylko przewozi go inaczej, ale zaczyna też inaczej obchodzić się z cukrem. Czerwone krwinki, zwykle przedstawiane jako cisi kurierzy tlenu, nagle okazują się aktywnymi uczestnikami całej metabolicznej układanki.

Czerwone krwinki wyszły z tła

Przez lata myślenie o kontroli poziomu glukozy koncentrowało się głównie na wątrobie, mięśniach, tkance tłuszczowej i oczywiście insulinie. To logiczne, bo właśnie tam zwykle szuka się odpowiedzi na pytanie, co dzieje się z cukrem po posiłku. Zespół Isha Jain zauważył jednak wcześniej, że u myszy wystawionych na hipoksję, czyli stan obniżonej dostępności tlenu, glukoza znika z krwi zaskakująco szybko, a klasyczne “podejrzane narządy” nie tłumaczą w pełni tego zjawiska. W badaniach obrazowych aż około 70 proc. zwiększonego klirensu glukozy pozostawało niewyjaśnione.

To skierowało uwagę badaczy na samą krew. Czerwone krwinki długo nie były traktowane jako ważny regulator gospodarki glukozowej, choć są przecież najliczniejszym typem komórek w organizmie i same zużywają glukozę, bo nie mają mitochondriów i nie mogą prowadzić klasycznego metabolizmu tlenowego. W warunkach przewlekłej hipoksji ich liczba dodatkowo rośnie, więc jeśli każda z nich zaczyna pobierać więcej cukru, skala efektu może być ogromna. To trochę jak odkrycie, że nie jeden duży magazyn odpowiada za znikający towar, tylko miliony małych kurierów, z których każdy zabiera po trochu, a razem opróżniają pół miasta.

Badacze sprawdzili tę hipotezę w prosty, ale bardzo przekonujący sposób. Kiedy u myszy żyjących w hipoksji utrzymywano liczbę czerwonych krwinek bliżej normy, poziom glukozy wracał do bardziej typowych wartości. Gdy z kolei przetaczano dodatkowe czerwone krwinki myszom oddychającym zwykłym powietrzem, ich glikemia spadała.

Czytaj też: Przerywany post nie pomaga w utracie wagi w tak dużym stopniu, jak myślimy

Co dokładnie dzieje się z cukrem przy niedoborze tlenu?

Sam pomysł, że czerwone krwinki mogą pochłaniać więcej glukozy, to dopiero początek. Naukowcy chcieli zrozumieć, jak to się dzieje. Okazało się, że nowe czerwone krwinki dojrzewające w warunkach hipoksji mają więcej transportera GLUT1, czyli białka pomagającego w przenoszeniu glukozy do wnętrza komórki. Co ważne, nie dotyczyło to wszystkich krwinek jednakowo. Zwiększony poziom GLUT1 pojawiał się przede wszystkim w tych nowo wytworzonych, które “rodziły się” już w niskotlenowym środowisku.

To pokazuje, że organizm nie tyle przerabia na bieżąco wszystkie stare krwinki, ile stopniowo wymienia flotę na bardziej “głodne” glukozy. Taka zmiana przypomina trochę podmianę zwykłych samochodów dostawczych na modele z większym bagażnikiem. Każdy nowy egzemplarz zabiera więcej ładunku, więc cały system staje się wydajniejszy, nawet jeśli pojedynczy kurs nadal wygląda podobnie.

Monitorowanie poziomu glikemii to rzeczywistość wielu diabetyków /Fot. Freepik

Jeszcze ciekawsze jest to, co dzieje się już po wejściu glukozy do czerwonej krwinki. Badacze śledzili znakowaną glukozę i zobaczyli, że w warunkach hipoksji jest ona szybko przerabiana na 2,3-DPG, cząsteczkę pomagającą hemoglobinie łatwiej oddawać tlen tkankom. To sprawia, że cały mechanizm wygląda nie jak przypadkowe “spalanie” cukru, ale jak sprytna adaptacja: organizm wykorzystuje więcej glukozy właśnie po to, by lepiej radzić sobie z niedoborem tlenu. Cukier nie znika więc bez sensu. Zostaje wprzęgnięty do planu ratunkowego.

Dlaczego to brzmi obiecująco dla leczenia cukrzycy?

Naukowcy nie zatrzymali się na samej obserwacji. Zbadali też trzy sposoby, które w modelach mysich odwracały hiperglikemię: wystawienie na hipoksję, transfuzję czerwonych krwinek oraz podanie eksperymentalnej cząsteczki nazwanej HypoxyStat. Ten związek zwiększa powinowactwo hemoglobiny do tlenu, przez co tkanki odczuwają coś w rodzaju kontrolowanego “sygnału niedotlenienia”, mimo że zwierzę oddycha normalnym powietrzem. W efekcie czerwone krwinki przechodzą na ten sam metaboliczny tryb, który w górach włącza się naturalnie.

Badanie sugeruje zupełnie nowy cel terapeutyczny. Zamiast myśleć wyłącznie o insulinie, wątrobie, mięśniach czy tkance tłuszczowej, można zacząć rozważać czerwone krwinki jako aktywne narzędzie do przejmowania nadmiaru glukozy. To odważna zmiana perspektywy. Trochę tak, jakby w dobrze znanym mieście nagle odkryć nieużywany dotąd tunel, który może rozładować połowę korków.

Trzeba jednak zachować proporcje. To nadal głównie badanie przedkliniczne, prowadzone przede wszystkim na myszach. Nawet jeśli mechanizm został potwierdzony również na poziomie ludzkich czerwonych krwinek, od laboratoryjnej obietnicy do bezpiecznej terapii prowadzi długa droga. Nie wiadomo jeszcze, jak taki efekt najlepiej wykorzystać u ludzi, jak długo byłby korzystny i czy nie pojawiłyby się skutki uboczne wynikające z przewlekłego manipulowania gospodarką tlenową.

Warto jednak pamiętać, że wysokie wysokości to nie tylko mniej tlenu i potencjalnie niższa glikemia, ale też realne obciążenie dla organizmu. Wytyczne Wilderness Medical Society podkreślają, że osoby z cukrzycą powinny na wysokości częściej monitorować glikemię i ketony, zwłaszcza jeśli pojawiają się objawy choroby wysokościowej. CDC przypomina z kolei, że podróżowanie na dużą wysokość bywa bezpieczne, ale wymaga ostrożności, bo glukometry nie zawsze działają tam idealnie, a kwasica ketonowa może stać się trudniejsza do leczenia.

W górach apetyt może się zmieniać, wysiłek bywa większy, nawodnienie trudniejsze, a objawy choroby wysokościowej czasem częściowo przypominają wahania glukozy. U osób z cukrzycą typu 1 dochodzi jeszcze ryzyko hipoglikemii związanej z wysiłkiem w warunkach ostrej hipoksji. Badania i przeglądy kliniczne wskazują, że ekspozycja na dużą wysokość, zwłaszcza połączona z aktywnością fizyczną, może utrudniać kontrolę metaboliczną, zamiast ją cudownie upraszczać.

Badanie nie pokazuje, że górski urlop leczy cukrzycę. Pokazuje, że organizm ma własny, zaskakująco sprytny mechanizm reagowania na niedobór tlenu i że ten mechanizm może podsunąć nowe pomysły na leczenie. To ogromna różnica.

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska