Rozmowa to jest wysiłek. A ludzie nie lubią się wysilać. Jest nam jednak potrzebna do życia jak powietrze

Jesteśmy jedynym gatunkiem na świecie, który wyraża swoje potrzeby, myśli i emocje za pomocą słów. Kiedy tego brakuje, pojawia się zagubienie, samotność, poczucie nieważności. Potem są kolejne kłopoty, także próby samobójcze. Wymiana słów nie zawsze jest rozmową – mówi Lucyna Kicińska, terapeutka narracyjna związana z projektem “Życie warte jest rozmowy”.
Archiwum własne Lucyny Kicińskiej; Fot. I Rybicka

Archiwum własne Lucyny Kicińskiej; Fot. I Rybicka

Beata Igielska Focus o Zdrowiu: Na Żoliborzu dziecko podjęło próbę samobójczą i media po raz kolejny poinformowały o tym w sposób nieodpowiedni, dając też zdjęcia z wielką plamą krwi. Przypomnijmy więc, w jaki sposób powinno się informować o zachowaniach samobójczych?

Lucyna Kicińska (L.K.), terapeutka narracyjna związana z projektem “Życie warte jest rozmowy” (www.zwjr.pl), członkini Prezydium Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego oraz Zespołu Roboczego ds. Prewencji Samobójstw i Depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia. Ostatnio udzieliła wywiadu-rzeki “Słucham. Rozmowy o telefonie zaufania”: To jest ważny temat i można bardzo dużo dobrego zrobić, informując o zachowaniach samobójczych, ale nie w sposób, który mógłby wywoływać efekt Wertera, czyli falę kolejnych samobójstw.

Przeciwnie, chodzi nam o efekt Papageno, pokazanie osobom w kryzysie wyjścia z trudnej sytuacji. Jeżeli więc w mediach będzie podana lokalizacja oraz informacje, które mogą posłużyć do identyfikowania się z osobą podejmującą próbę samobójczą, jeżeli będziemy wskazywać metodę i gloryfikować czyn albo doszukiwać się winnego, to wtedy jest bardzo duże ryzyko nasilenia zachowań samobójczych, czyli wywołania efektu Wertera. Żeby kolejna osoba nie zidentyfikowała się z kimś, kto już podjął próbę samobójczą, nie powinien być podawany wiek, płeć, ewentualne powody – to wszystko może doprowadzić do podjęcia prób samobójczych przez kolejne osoby.

Niestety, często w mediach wskazywany jest powód podjęcia próby samobójczej, np. dostała dzisiaj jedynkę, próbowała odebrać sobie życie. Miała 12 lat. Wyobraźmy sobie drugą 12-latkę, która nie radzi sobie z problemami i też dziś dostała jedynkę – ona może naśladować to zachowanie. Niedopuszczalne jest opisywanie metody, a fotografowanie miejsca to jest… jej pokazanie. Osobie, która jest w kryzysie samobójczym może to podsunąć rozwiązanie. Wskazywanie konkretnych miejsc czy nazywanie ich np. mostem czy wieżowcem samobójców, może doprowadzić do powstania ogniska samobójczego. W Warszawie zostało ono wykreowane kilka lat temu w pewnej galerii handlowej.

Czytaj także: Dobre rady to za mało. Jak wygrać z kryzysem psychicznym?

Obawiam się, że Żoliborz też już został “namaszczony”, bo kilka dni później była informacja, że kolejna osoba w podobny sposób próbowała odebrać sobie życie…

L.K.: Badania amerykańskie pokazują, że jeżeli ktoś ma wybraną metodę, ale nie ma do niej dostępu, to albo nie podejmie próby samobójczej albo podejmie próbę metodą o niższej letalności. To dlatego nie możemy w mediach w ogóle mówić o metodach, ponieważ wiedza to “dostęp”. Ograniczając go, możemy też w konkretnych miejscach skutecznie przeciwdziałać próbom samobójczym, np. na wszystkich mostach w Warszawie są tabliczki: “Nie rezygnuj z życia”, jest informacja o specjalnie utworzonym telefonie pomocowym i numer 112. Wzmożony jest monitoring miejski, w prewencje angażowani są motorniczy czy kierowcy autobusów, tak żeby wiedzieli, na co zwracać uwagę.

Czytaj także: Owoce i warzywa na ratunek zdrowiu psychicznemu? Zaskakujący sposób na ochronę przed depresją

Po nagłośnieniu sytuacji z Żoliborza na rodziców dziecka i na szkołę, do której uczęszcza, wylał się potworny hejt.

L.K.: Na ogół w takich sytuacjach ludzie poszukują winnego, mimo że nie rozumieją złożoności zachowań samobójczych czy konkretnej sytuacji – wypowiadają się. Bo nam Polakom wydaje się, że znamy się na wszystkim: od skoków narciarskich po próby samobójcze.

To śmieszne, bo ostatnie dwa badania pokazały, że 40 proc. Polaków jest kompletnymi ignorantami.

L.K.: Wszechobecna kultura wyrażania własnego zdania w internecie może w kontekście zachowań samobójczych doprowadzić do ich nasilenia. Wyobraźmy sobie, że rodzice tego dziecka z Żoliborza czytają hejterskie komentarze, że nauczyciele ze szkoły tego dziecka też je czytają. Atak wezmą do siebie również rodzice innych dzieci podejmujących próby samobójcze, a także inni nauczyciele i niestety może wywołać to u nich zachowania samobójcze. Dlatego zgodnie z rekomendacjami dotyczącymi informowania o zachowaniach samobójczych w mediach, komentarze powinny być moderowane. Nie mają nic wspólnego z wolnością słowa – hejterskie komentarze to jest przemoc!

Staram się nie udzielać pod artykułami o próbach samobójczych, bo zawsze ktoś napisze, że jestem głupia i komentujący wie lepiej ode mnie. Nawet pod wywiadami lub artykułami, gdzie wypowiadają się eksperci w dziedzinie zapobiegania samobójstwom pojawiają się komentarze od tych, którzy “wiedzą lepiej”.

Rozwiązaniem nie jest jednak pomijanie tematu w mediach – można przygotować materiał tak, by wywołać efekt Papageno: obok informacji, że doszło do próby samobójczej np. młodej osoby, warto podać, jakie są czynniki ryzyka i sygnały ostrzegawcze w tej konkretnej grupie wiekowej. Powinna znaleźć się też informacja o pierwszej pomocy emocjonalnej, czyli co każdy z nas może zrobić, kiedy zauważa sygnały ostrzegawcze, np.: obniżony nastrój, roztargnienie, poddenerwowanie, kłopoty w nauce, niechęć do rozmów.

Przypomnij, proszę, zasady pierwszej pomocy emocjonalnej.

L.K.: Podążamy za zasadą czterech Z. Po pierwsze zauważmy, co się dzieje. Nie czekajmy aż osoba w kryzysie do nas przyjdzie, tylko jeżeli coś nas niepokoi, sami zaprośmy do rozmowy: widzę, że jesteś ostatnio poddenerwowana, martwię się o ciebie, porozmawiajmy. Nazywam to “wysprzęgleniem” problemów. Osoba w kryzysie może myśleć: o, widzi moje problemy, ale nie chce ze mną rozmawiać, bo nie jestem wystarczająco ważna. Naprawdę zwykłe: porozmawiajmy wiele załatwia w głowie osoby w kryzysie.

Potem jest drugie Z: zapytaj, spróbuj zrozumieć, co się dzieje, jak długo to trwa, co jest dla tej osoby najtrudniejsze oraz jeżeli już próbowała coś zrobić ze swoim nastrojem to, co to było. Pytamy, żeby zrozumieć, jak poważny jest problem, żeby móc się dostroić z naszymi kolejnymi komunikatami. Zanim jednak zaczniemy poszukiwać rozwiązania w czwartym kroku, który nazywa się “zareaguj” to musimy zrobić coś jeszcze bardzo ważnego, czyli trzeci krok: “zaakceptuj”.

Jeżeli ktoś mówi, że od pół roku ma myśli samobójcze, nie mówmy: chyba przesadzasz albo przerażasz mnie, tylko martwi mnie, że tak długo byłaś sam na sam z myślami samobójczymi, czyli akceptujemy, jak czuje się rozmówca, nie zaprzeczamy, nie bagatelizujemy i nie skupiamy się na sobie. Warto też dodać: wyobrażam sobie, że dużo cię kosztowało, żeby się przede mną otworzyć. Akceptacja i docenienie przynosi dodatkową ulgę.

Ostatni krok: “Zareaguj”, nie oznacza “rozwiąż problem”. Jeśli osoba mówi o obecności myśli samobójczych od 6 miesięcy i że wszystkiego już próbowała i czuje się bezradna, mówimy: doceniam, że podzieliłaś się ze mną tym, czego doświadczasz, wyobrażam sobie, że było to trudne, kiedy tak długo byłaś sama z problemami. Chciałabym z tobą porozmawiać, kto może cię wspierać, z kim jeszcze możesz porozmawiać, żeby uzyskać skuteczną pomoc. W powikłanych problemach nie będzie to łatwe, ale już samo uwolnienie emocji jest ważnym pierwszym krokiem.

Pierwsza pomoc emocjonalna jest jak pierwsza pomoc przedmedyczna, to coś, co pomaga zrozumieć, co się dzieje z osobą, która potrzebuje pomocy i pomaga dobrać adekwatne rozwiązanie – często długoterminowe.

Ale często ludzie wycofują się z pierwszej pomocy emocjonalnej, bo myślą: nie znam się, nie przeprowadzę diagnozy.

L.K.: Nikt nie musi przeprowadzać diagnozy. Wystarczy, że zareaguje i stanie się pierwszym ogniwem łańcucha pomocowego. Jeśli upowszechnimy pierwszą pomoc emocjonalną, prawdopodobnie będziemy obserwować dalsze spadki dotyczące zachowań samobójczych.

Statystyki pokazują, że już jest ich mniej.

L.K.: Rzeczywiście, odwróciliśmy niepokojący trend. Między innymi dlatego, że zasady pierwszej pomocy emocjonalnej czy psychologicznej są coraz powszechniej znane. Powstały standardy postępowania dla różnych grup zawodowych dotyczące zachowań samobójczych.

Np. Nauczyciele i nauczyciele specjaliści dzięki standardom i szkoleniom organizowanym w Narodowym Programie Zdrowia wiedzą, na co zwracać uwagę, jak reagować na zauważone u uczniów kryzysy, jak wspierać dzieci po próbach samobójczych, co zrobić jeśli uczeń odebrał sobie życie. Prowadzimy spotkania edukacyjne dla rodziców, na których uczymy, na co rodzic może zwrócić uwagę, jak świadczyć pierwszą pomoc emocjonalną. Te strategie zapobiegania zachowaniom samobójczym mają naukowo udowodnione efekty i widzimy to też w mniejszej liczbie zachowań samobójczych w naszym kraju.

Zapobieganie zachowaniom samobójczym to nasza wspólna odpowiedzialność. Jeżeli widzisz czyjeś niepokojące zachowanie, spróbuj nawiązać kontakt. Podejdź, powiedz: widzę, że coś się dzieje, porozmawiajmy. Jeśli ktoś nie jest w stanie z nami nawiązać kontaktu, może to oznaczać, że jest w ostrej fazie syndromu presuicydalnego. Wtedy trzeba wezwać pomoc wybierając numer 112. Ale to nie znaczy, że mamy od osoby w kryzysie odejść, zostawić ją samą do przyjazdu służb. Poczekajmy na karetkę, jak czekalibyśmy z kimś, kto stracił przytomność lub uległ wypadkowi.

Co my – rodzice przegapiamy w tym przebodźcowanym świecie?

L.K.: Przegapiamy przebodźcowanie, brak odpoczynku naszych dzieci. Przegapiamy, że dziecko nie ma możliwości zdobywania pozytywnych doświadczeń, bo nie ma pasji, bo tylko się uczy. Przegapiamy, że nie umie funkcjonować w relacjach, że jest bardzo samotne. Przegapiamy też to, o czym mi mówią dzieci w telefonie zaufania: ogromne poczucie samotności w relacji z rodzicem. Brak rozmów jest dojmujący. Często w gabinecie w szkole, w której pracuję, słyszę: wie pani, moi rodzice nie wiedzą, z kim się aktualnie przyjaźnię, nie wiedzą, kto jest dla mnie ważny. Myślą, że się dalej przyjaźnię z ludźmi z podstawówki, a oni mnie zostawili i nie mam przyjaciół, jestem zupełnie sama.

Brak rozmów z rodzicem wynika też z przebodźcowania rodziców, zestresowania i towarzyszącego również nam rodzicom – niedoczasu. Niezaspokajanie potrzeby bycia w relacji z rodzicem prowadzi do zamknięcia przez dziecko przed nami drzwi swojego pokoju. Rodzice wtedy myślą, skoro on nie chce, a ja nie mam też na to czasu, to może po prostu potrzebuje prywatności.

I tak za zamkniętymi drzwiami rozgrywają się dramaty dzieci. Czasem rodzice próbują rozmawiać, ale nie wiedzą jak to robić – dziecko przytłoczone przez problemy to nie jest łatwy rozmówca. Zdarza się, że rodzice mówią: no ale to dziecko powinno samo zakomunikować problemy. To tak, niestety, nie działa, dziecko nie powie: drodzy rodzice, brakuje mi was, jeśli nie nauczyliśmy go komunikacji, jeśli jej nie modelujemy w naszej codzienności. Mielibyśmy możliwość zmierzenia się z problemem ubożejącej komunikacji w czasie edukacji zdrowotnej – niestety, ten przedmiot nie będzie obowiązkowy.

Rozmowa jest potrzebna nam i naszym dzieciom do życia jak powietrze. Fot. prostooleh na Freepik

Czy aby na pewno my w latach 70. XX w. byliśmy uczeni komunikacji, czy byliśmy zaopiekowani, ganiając całe popołudnia z kluczami na szyi?

L.K.: To były zupełnie inne czasy, choćby pod względem ilości bodźców czy informacji, jakie do nas docierały. Dzieci biegały z kluczem na szyi, ale nie miały internetu, który przerażałby je i który odbierałby im zdolności do tworzenia relacji. Biegało się też stadami, które wychowywały. A teraz każdy siedzi sam, z komórką w ręku i nie ma rodzica. Kiedyś rodzic wracał do domu o 17:00, a dziecko nie zamykało się w pokoju, z nosem w komórce. Rodzice też nie przesiadywali z komórką. Współcześnie wiele dzieci nie ma poczucia, że na rodzicu mogą się oprzeć, bo go nigdy nie ma albo nie ma go emocjonalnie i poznawczo, bo właśnie się odstresowuje z komórką w ręku.

Ukazał się właśnie wywiad-rzeka z tobą “Słucham. Rozmowy o telefonie zaufania”. Bardzo dobrze wiesz, jak rozmawiać z dziećmi.

L.K.: Po pierwsze w ogóle trzeba rozmawiać, musimy wrócić do rozmowy. Bo ona jest nam potrzebna do życia jak powietrze. Udowadniają to telefony zaufania. Gdyby rozmowa nie była nam potrzebna albo wystarczyło pisanie przez komunikatory internetowe, telefony zaufania przestałyby istnieć. A jednak linie są rozgrzane do czerwoności.

Ludzie dzwonią, bo potrzebują bycia wysłuchanym, poczucia bezpieczeństwa w rozmowie, wolności od oceny, życzliwości i przestrzeni. Jesteśmy jedynym gatunkiem na świecie, który jest w stanie wyrażać swoje myśli i emocje za pomocą słów i jest to nam bardzo potrzebne. Kiedy tego brakuje pojawia się zagubienie, samotność, poczucie nieważności. Potem dalsze kłopoty, także próby samobójcze. Nie każda jednak wymiana słów jest rozmową.

Jeżeli jedna osoba w danym otoczeniu zacznie rozmawiać, nie oceniając, tworząc poczucie bezpieczeństwa zgodnie z zasadami pierwszej pomocy emocjonalnej, to ludzie zaczną się od niej uczyć. Jeżeli osoby w kryzysie doświadczą poczucia bezpieczeństwa i przestrzeni w rozmowie, będą chciały się odwdzięczyć.

Na początku rozmawianie o własnych emocjach jest bardzo trudne. Gdy w gabinecie szkolnym zadaję pytanie, w jakim dziś jesteś nastroju, odpowiada mi cisza. Z czasem jednak nie muszę już pytać o nastrój, od progu słyszę: mój nastrój jest dzisiaj taki i taki. Pojawia się nie tylko samo nazywanie, lecz umiejętność odpowiedzi na pytanie, co się ze mną dzieje, czego dziś potrzebuję, co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej, z kim mogę porozmawiać.

Czytaj także: Nie zawsze trzeba sięgać po leki. Wczesna depresja może być opanowana w dużo prostszy sposób

W mądrym rozmawianiu warto jest też mówić: dziękuję, że ze mną porozmawiałaś, to mi bardzo pomogło albo pomogło mi najbardziej, kiedy nie zbagatelizowałaś moich problemów.

Ludzie sobie myślą: nie będę rozmawiać, bo sama mam problemy i to będzie takie wyczerpujące. Rozmowa zawsze musi być dwustronna. Z każdej wychodzę nasycona. Nie tylko kogoś karmię. W dawaniu jest też branie, sycenie siebie, nawet jeżeli rozmowa jest skoncentrowana tylko na drugiej osobie.

Tak pięknie mówisz o istocie rozmowy. Tymczasem np. Donald Trump w czasie rozmów zachowuje się tak, że w naszych dzieciach to negatywnie rezonuje.

L.K.: Należy te straszne zachowania odpowiednio komentować albo ucinać dostęp do wypowiedzi tego polityka. Należy wyjaśnić dziecku: ten człowiek znów zaatakował, przekroczył czyjeś granice, to jest przemoc. Słowa mogą być jej nośnikiem, ale to nie jest rozmowa.

Na koniec ponownie powiem, że często słyszę: “lepiej nie rozmawiać z osobami w kryzysie samobójczym, bo nie mając kompetencji, można zaszkodzić”.

L.K.: Nie trzeba wymagać od siebie perfekcjonizmu, rozmowa jest zawsze rozwojowa i może być usłana błędami. Nie oczekujmy od siebie, że będziemy tak potrafili kogoś wspierać, jak np. ktoś po 20 latach pracy w telefonie zaufania, bo wtedy będziemy skazani na porażkę. Nie możemy od siebie również wymagać, że komuś w kryzysie od razu pomożemy. Jesteśmy tylko i aż elementem drogi zagubionych ludzi.

Wiesz, na szkoleniach proszę o podniesienie ręki tych, którzy nigdy w życiu nie doświadczyli kryzysu. Nikt nie podnosi, bo życie bez kryzysu jest niemożliwe. Winston Churchill mówił: Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu. Nie da się być zwycięzcą cały czas. Trzeba próbować rozmawiać, nawet nieperfekcyjnie, z każdą kolejną rozmową będzie nam łatwiej. Rozmowa to jest jednak wysiłek. A ludzie nie lubią się wysilać.

Serwis ZWJR ma bezpłatne konsultacje dla rodziców dzieci po próbie samobójczej i dla osób w żałobie. Zapotrzebowanie na te konsultacje jest ogromne.


Całodobowe bezpłatne numery pomocowe 


Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
800 702 222
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
116 111
Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych
116 123
Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
800 121 212
Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 120 002
Bezpłatny całodobowy numer Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Krakowie
12 421 92 82
Serwis pomocowo-edukacyjny
www.zwjr.pl

Beata IgielskaB
Napisane przez

Beata Igielska

Tematyką zdrowia zajmuje się od 2020 r. Laureatka kilku nagród dziennikarskich. W styczniu 2025 r. została Dziennikarzem Medycznym Roku 2024 w kategorii Internet. Uwielbia tematy społeczne, ma wieloletnie doświadczenie w mediach ogólnopolskich. Pisze publicystykę, wywiady, reportaże – za jeden z nich została nagrodzona w 2007 r. Prywatnie wielbicielka dobrej literatury, muzyki, sztuki. Jej konikiem jest teatr – ukończyła oprócz polonistyki, także teatrologię. Lubi podróże.