Mimo dynamicznego postępu w leczeniu udarów mózgu, skuteczność obecnie stosowanych metod wciąż pozostaje ograniczona. Mechaniczna trombektomia – czyli zabieg usunięcia skrzepliny z naczynia mózgowego przy pomocy cewnika – to obecnie złoty standard w przypadkach udarów niedokrwiennych. Niestety, nawet ta zaawansowana technika ratuje mózg jedynie częściowo: mniej niż 10 proc. pacjentów wraca do zdrowia bez żadnych neurologicznych następstw. Problemem jest nie tylko sama blokada, ale również to, co dzieje się po jej usunięciu.
Czytaj też: Pierwszy taki przypadek w Polsce. Lekarze z Wrocławia uratowali dwulatka po udarze mózgu
Zespół badawczy z Uniwersytetu Cambridge, kierowany przez prof. Thomasa Kriega i prof. Mike’a Murphy’ego, postanowił zająć się właśnie tym drugim problemem – reperfuzją, czyli powrotem krwi do wcześniej niedokrwionej tkanki. To właśnie wtedy, na skutek gwałtownego napływu tlenu, dochodzi do produkcji wolnych rodników, które uszkadzają komórki nerwowe i pogłębiają straty neurologiczne.
Nowy lek może zatrzymać konsekwencje udaru mózgu
Kluczowym elementem tego kaskadowego uszkodzenia jest metabolit zwany kwasem bursztynowym. Gromadzi się on w komórkach w trakcie niedotlenienia, a kiedy przepływ krwi zostaje przywrócony błyskawicznie ulega utlenieniu w mitochondriach, generując ogromną ilość reaktywnych form tlenu. Te wolne rodniki niszczą błony komórkowe, białka i DNA, wywołując dalszą martwicę i reakcję zapalną.
Czytaj też: Rewolucja w leczeniu udarów mózgu. Wirujący mikrobot podwoi skuteczność usuwania zakrzepów
Prof. Murphy wyjaśnia, że zespół opracował sposób blokowania tego mechanizmu przy pomocy dobrze znanej cząsteczki – malonianu. Problem polegał na tym, że trudno przetransportować go przez barierę krew-mózg. Rozwiązaniem okazało się lekkie zakwaszenie roztworu: w niższym pH malonian może szybciej wnikać do komórek. Tak powstał związek zwany zakwaszonym malonianem sodu, czyli aDSM (acidified disodium malonate).
Aby sprawdzić skuteczność nowej terapii, badacz dr Jordan Lee stworzył model mysiego udaru ściśle odwzorowujący procedurę trombektomii wykonywaną u ludzi. Lek aDSM został podany bezpośrednio do mózgu tuż przed przywróceniem przepływu krwi – dokładnie w momencie, kiedy w klinice usuwa się skrzeplinę.

Efekt? Ograniczenie rozległości martwicy mózgu nawet o 60 proc. w porównaniu z grupą kontrolną. Według dr Lee, im mniej obumarłej tkanki, tym większe szanse na powrót pacjenta do samodzielnego życia: zachowanie sprawności kończyn, zdolności mówienia i rozumienia, czy świadomości przestrzennej. To nie tylko przeżycie – to szansa na pełniejsze wyzdrowienie.
Choć wyniki są na razie ograniczone do modeli zwierzęcych, naukowcy z Cambridge są przekonani, że droga do zastosowań klinicznych jest realna. Ich badania zostały opublikowane w czasopiśmie Cardiovascular Research, a jednocześnie powołali oni do życia spółkę typu spin-out – Camoxis Therapeutics. Zamierzają pozyskać finansowanie, by rozpocząć testy bezpieczeństwa i skuteczności u ludzi. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, aDSM może zostać włączony do standardów leczenia udarów, zwłaszcza w placówkach wykorzystujących już dziś mechaniczne trombektomie.
Co ciekawe, badacze uważają, że potencjał nowej terapii wykracza daleko poza leczenie udaru mózgu. Mechanizm uszkodzeń zależnych od reperfuzji – czyli zniszczeń wywołanych gwałtownym powrotem krwi do wcześniej niedotlenionej tkanki – pojawia się również przy zawale serca, w ratownictwie medycznym (np. po zatrzymaniu krążenia), a także podczas przeszczepów narządów, kiedy organ przez pewien czas pozostaje bez tlenu. Jeśli uda się dowieść skuteczności aDSM w takich sytuacjach, moglibyśmy zyskać uniwersalną strategię ochrony tkanek przed dramatycznymi skutkami niedotlenienia i późniejszego napływu tlenu.
Opracowanie aDSM to fascynujący przykład terapii celowanej metabolicznie – nie skupia się na udrożnieniu tętnicy, lecz na zabezpieczeniu mózgu w krytycznym momencie reperfuzji. W świecie neurologii, gdzie czas to mózg, każda minuta może oznaczać setki tysięcy umierających neuronów. Nowe badania pokazują, że być może nie musimy ograniczać się tylko do walki z czasem – możemy też walczyć z biochemią, która czyni dodatkowe szkody.