Pan Marek Pająk z Gliwic przez dekady żył z postępującymi chorobami układu oddechowego. Jego historia sięga aż pół wieku wstecz – wtedy, z powodu nawracającej odmy płucnej, usunięto mu szczyt prawego płuca. Później rozwinęła się u niego przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), która przez lata skutecznie ograniczała jego codzienną aktywność. Stan zdrowia pogorszył się dramatycznie po zapaleniu płuc, które doprowadziło do całkowitej niewydolności oddechowej. W ostatnich tygodniach przed operacją pacjent wymagał całodobowej tlenoterapii, a każdy krok kosztował go ogromny wysiłek.
Najstarszy pacjent z przeszczepem obu płuc w Polsce
Jeszcze niedawno 65. rok życia uznawany był za graniczny dla przeprowadzania transplantacji płuc. Obawiano się, że organizm starszego pacjenta może nie sprostać ogromnemu wyzwaniu, jakim jest tak rozległa i ryzykowna operacja. Jednak lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca (SCCS) coraz częściej patrzą nie na metrykę, a na faktyczny stan biologiczny pacjenta – jego kondycję, zdolność do rehabilitacji, determinację i jakość funkcjonowania.
Czytaj też: Nowe serce, nowa nerka, nowe życie. Rzadki przeszczep we Wrocławiu
W przypadku pana Marka to nie pulmonolog, ale fizjoterapeuci jako pierwsi zasugerowali, że pacjent może być odpowiednim kandydatem do przeszczepienia płuc. Dzięki ich ocenie oraz szczegółowej kwalifikacji medycznej – obejmującej badania znacznie bardziej rozbudowane niż te, które wykonuje się u młodszych chorych – lekarze z Zabrza zdecydowali się podjąć wyzwanie. Jak podkreśla dr Maciej Urlik, kierownik programu transplantacji płuc w SCCS, celem było nie tylko uratowanie życia, ale też przywrócenie jego jakości – takiej, która pozwoli pacjentowi aktywnie funkcjonować przez kolejne lata.
Operację przeprowadzono pod koniec czerwca. Trwała ok. 12 godzin i był niezwykle skomplikowana ze względu na historię sprzed pięciu dekad. Zrosty w jamie opłucnej po usunięciu fragmentu płuca stanowiły poważne utrudnienie, wymagające precyzyjnego preparowania tkanek i niezwykłej ostrożności. Jak relacjonuje dr Tomasz Stącel, kardiochirurg i transplantolog, który operował pana Marka, ryzyko powikłań było bardzo wysokie, ale zespół chirurgiczny był przygotowany na każdy możliwy scenariusz.

W operacji uczestniczył cały sztab specjalistów – od chirurgów, przez anestezjologów, po pielęgniarki, perfuzjonistów i zespół koordynacyjny pobierający narząd. Wysiłek całego personelu zaowocował powodzeniem zabiegu, a pacjent już po kilku tygodniach został wypisany do domu. Dziś pan Marek mówi o tej decyzji bez cienia wątpliwości:
Nie wahałem się. Poszedłem w to w ciemno. Wiedziałem, że to operacja ryzykowna, natomiast zrobiłem bilans korzyści i strat. Korzyści zdecydowanie przeważyły. Absolutnie nie żałuję.
Obecnie codziennie spaceruje, korzysta z rowerka stacjonarnego, a jego forma stopniowo wraca. Planów mu nie brakuje. Jesienią chce pojechać nad morze z żoną, a w przyszłym roku – wrócić na górskie szlaki. Przez wiele lat uprawiał wspinaczkę górską i skałkową, które musiał porzucić z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Teraz pojawiła się realna szansa, że do tych pasji wróci. Mówi z nadzieją:
Komfort życia przed i po transplantacji jest nieporównywalny. Jeszcze wyjście po schodach na drugie piętro jest dla mnie małym wyzwaniem, ale z każdym dniem widzę poprawę.
Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu pozostaje liderem transplantologii płuc w Polsce – zarówno pod względem liczby wykonywanych operacji, jak i doświadczenia w przypadkach nietypowych i obarczonych wysokim ryzykiem. Zabieg u 77-latka to nie tylko sukces jednego pacjenta, ale także istotny krok w kierunku redefiniowania standardów kwalifikacji do transplantacji.
Starzejące się społeczeństwo oznacza rosnącą liczbę starszych pacjentów, którzy mimo wieku mogą być realnymi kandydatami do przeszczepu. Jak zaznacza dr Urlik: prehabilitacja, ocena wieku biologicznego i interdyscyplinarne podejście stają się kluczowymi elementami nowoczesnej medycyny transplantacyjnej. Dzięki takim przypadkom jak pana Marka, granice możliwości znów zostały przesunięte – ku życiu, a nie rezygnacji.