Dane z programu “Mów Do Mnie #TokTuMi” Fundacji Mentalnie Równi pokazują, że skala takich działań rośnie szybko. W 2025 roku objęto nim 352 szkoły, przeprowadzono 4049 lekcji, a wsparcie dotarło do 77 751 uczniów i 1439 nauczycieli. To wynik o 285 proc. wyższy niż rok wcześniej. Imponujący, ale tylko do chwili, gdy zestawi się go z drugim obrazem: w kolejce na podobne zajęcia czekają już kolejne placówki, a potrzeby rosną szybciej niż możliwości reagowania. Wtedy sukces zaczyna wyglądać nie jak finał, lecz jak sygnał alarmowy.
Tomasz Prosiński, Prezes Fundacji Mentalnie Równi mówi:
Kiedy w 2020 roku zakładaliśmy Instytut Zdrowia Mentalnego – podmiot leczniczy zajmujący się opieką psychologiczną i psychiatryczną, nie sądziliśmy, że po kilku latach pomoc młodzieży stanie się głównym celem naszej działalności. Codziennie spotykamy się z dramatycznymi historiami rodziców, którzy szukają pomocy dla swoich dzieci przeżywających poważne kryzysy psychiczne. Dlatego postanowiliśmy uruchomić program ochrony zdrowia psychicznego i profilaktyki uzależnień Mów Do Mnie #TokTuMi. Docieramy w nim do szkół podstawowych i średnich, a w nich do młodzieży, nauczycieli i rodziców, podejmując tematy niezwykle istotne z punktu widzenia młodych ludzi. W 2025 roku objęliśmy programem blisko 80 tys. młodzieży i 97 tys. rodziców, a także przeszkoliliśmy prawie 1500 nauczycieli. To niemal czterokrotnie więcej niż rok wcześniej. Widzimy więc, jak wielkie są potrzeby, ale by działać na szerszą skalę, konieczne jest zaangażowanie całego społeczeństwa.
Młodzi nie potrzebują motywacyjnych haseł, tylko realnej pomocy
W debacie publicznej o nastolatkach wciąż zbyt łatwo mówi się językiem uproszczeń. Że są przewrażliwieni, przebodźcowani, uzależnieni od telefonów, zanurzeni po uszy w świecie, którego starsi już nie rozumieją. To wygodne, ale mało użyteczne. Znacznie więcej mówi o rzeczywistości prosty fakt: zdrowie psychiczne młodych ludzi od dawna nie jest tematem pobocznym, tylko jednym z najpoważniejszych wyzwań społecznych.
Według danych przywołanych w materiałach fundacji co siódmy młody człowiek w wieku 10–19 lat doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym. W Polsce 21 proc. młodzieży deklaruje, że nie ma żadnych powodów do radości, a co dziesiąty uczeń ma stale zły nastrój. Do tego dochodzi samotność, przeciążenie, zaburzenia lękowe, depresja, zaburzenia odżywiania, uzależnienia i cyberprzemoc. To nie jest już margines. To coraz bardziej widoczna rysa biegnąca przez codzienność szkoły, domu i relacji rówieśniczych.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ten kryzys nie zawsze krzyczy. Czasem nie wygląda jak nagły dramat, tylko jak powolne gaśnięcie. Uczeń przestaje się odzywać, wycofuje się, reaguje agresją, zamyka się w ekranie albo przez długi czas funkcjonuje pozornie normalnie. Psychika młodego człowieka rzadko rozpada się z hukiem. Znacznie częściej robi to po cichu, jak sufit, który przez miesiące nasiąka wodą, zanim pojawi się pierwsze wyraźne pęknięcie.
Cztery tysiące lekcji brzmi dobrze, ale problem jest znacznie większy
Program “Mów Do Mnie #TokTuMi” działa od 2023 roku i opiera się na psychoedukacji prowadzonej przez psychologów oraz zajęciach profilaktycznych, także z wykorzystaniem wsparcia rówieśniczego. W 2025 roku dotarł do niemal 80 tys. uczniów, a dodatkowo objął 97 tys. rodziców oraz prawie 1500 nauczycieli. To pokazuje, że coraz więcej szkół i lokalnych społeczności traktuje zdrowie psychiczne nie jako temat okazjonalny, ale jako obszar wymagający systematycznej pracy.
Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak nie samo tempo wzrostu, lecz to, co ono odsłania. Skoro przy tak dużym skoku wciąż mówi się o “kropli w morzu potrzeb”, to znaczy, że problem ma dziś rozmiar znacznie większy, niż jeszcze niedawno chciano przyznać. W kolejce na zajęcia czekają 122 placówki: szkoły podstawowe, ponadpodstawowe, społeczne, publiczne, a także ośrodki wychowawcze i centra edukacji. To bardzo wymowny obraz. Popyt na pomoc psychiczną dla młodych nie jest już wyjątkiem, lecz normą.
Czytaj też: Słodki sekret depresji. Stres dosłownie przestawia nastrój
Właśnie tu pojawia się pytanie dużo szersze niż działalność jednej fundacji. Czy szkoła jest dziś przygotowana na rolę miejsca, w którym nie tylko uczy się wzorów i dat, ale też wyłapuje pierwsze symptomy kryzysu? Bo nawet najlepszy program zewnętrzny nie zastąpi systemu, który potrafi reagować na co dzień. Jedna lekcja z psychologiem może otworzyć drzwi, ale ktoś jeszcze musi potem zauważyć, kto przez te drzwi naprawdę potrzebuje przejść dalej.

Rozmowa brzmi zwyczajnie, ale właśnie w tym tkwi jej siła
W materiałach programu mocno wybrzmiewa myśl, że czasem wystarczy rozmowa, chwila uważności i dobrze postawione pytanie, by dostrzec problem odpowiednio wcześnie. To może brzmieć banalnie, dopóki nie zdamy sobie sprawy, jak wielu młodych ludzi nie ma dziś bezpiecznej przestrzeni do powiedzenia, że jest im źle. Szkoła bywa miejscem hałaśliwym, pełnym ludzi, a jednocześnie zaskakująco samotnym. Tłum nie zawsze chroni przed ciszą w środku.
Nieprzypadkowo wśród tematów poruszanych przez specjalistów pojawiają się uzależnienia, hejt rówieśniczy, cyberprzemoc, zaburzenia odżywiania i dezinformacja. To problemy, które nie funkcjonują osobno, w szczelnych przegródkach. Raczej nakładają się na siebie jak kolejne warstwy ciężaru. Samotność wzmacnia podatność na uzależnienia, hejt niszczy poczucie własnej wartości, internet potrafi być jednocześnie schronieniem i źródłem przemocy, a chaos informacyjny utrudnia odróżnianie realnej pomocy od szkodliwych porad.
W tym sensie rozmowa nie jest miękkim gestem ani szkolnym dodatkiem w stylu “porozmawiajmy o emocjach”. Bywa pierwszą interwencją. Czasem jedyną dostępną na czas. To trochę jak z lampką ostrzegawczą na desce rozdzielczej: nie naprawia silnika, ale pozwala zareagować, zanim dojdzie do poważnej awarii. Problem w tym, że polska szkoła zbyt często wciąż oczekuje, że młodzi sami zgłoszą, że coś jest nie tak. A w kryzysie psychicznym właśnie to bywa najtrudniejsze.
Statystyki uspokajają tylko tych, którzy patrzą zbyt ogólnie
Szczególnie mocny jest wątek dotyczący samobójstw. Z jednej strony ogólna liczba samobójstw w całej populacji spada. Z drugiej, wśród dzieci i młodzieży w 2025 roku odnotowano wzrost o 26,8 proc. po wcześniejszym spadku w 2024 roku. To bardzo niepokojące pęknięcie w statystyce, bo pokazuje, że poprawa w szerokiej skali nie musi oznaczać poprawy tam, gdzie sytuacja jest najbardziej krucha. Czasem średnia działa jak zbyt gruby koc: przykrywa to, co naprawdę dzieje się w najbardziej wrażliwych grupach.
Jeszcze bardziej wybrzmiewają dane o codziennym dobrostanie młodzieży. 44 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych deklaruje, że często lub zawsze ma wszystkiego dość, 37 proc. czuje się samotnych, a 45 proc. jest przytłoczonych problemami. To są liczby, obok których trudno przejść obojętnie, bo nie opisują pojedynczych dramatów, tylko klimat całego pokolenia. Nie tego z memów, rolek i filtrów, lecz tego prawdziwego, w którym młodzi coraz częściej funkcjonują na granicy psychicznego przeciążenia.
Właśnie dlatego tak ważne są działania prowadzone nie tylko dla uczniów, ale też dla nauczycieli i rodziców. Kryzys psychiczny nastolatka rzadko istnieje w izolacji. Zawsze rozgrywa się w jakimś układzie: w domu, klasie, grupie znajomych, lokalnej społeczności. Jeśli ci dorośli nie wiedzą, na co patrzeć i jak reagować, nawet najbardziej wartościowa akcja skierowana bezpośrednio do młodzieży będzie działała krócej, niż mogłaby.
