Beta-HPV nie taki niewinny. Samodzielnie może wywołać raka

Naukowcy z amerykańskiego National Institutes of Health opisali przypadek, który może zrewolucjonizować myślenie o nowotworach skóry. Beta-HPV, dotąd uznawany jedynie za pomocnika promieniowania UV w procesie kancerogenezy, okazał się zdolny samodzielnie wywołać raka skóry u pacjentki z defektem odpornościowym.
Fot. Unsplash

Fot. Unsplash

Rak kolczystokomórkowy skóry (cSCC) to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów na świecie, szczególnie w populacjach o dużej ekspozycji na promieniowanie słoneczne. Do tej pory dominował pogląd, że głównym czynnikiem sprawczym jest właśnie promieniowanie UV, które uszkadza DNA komórek. Wirusy z grupy beta-HPV traktowano raczej jako „pasażerów na gapę” – elementy mikrobiomu skóry, które mogą pośrednio sprzyjać rozwojowi raka, ale nie są jego bezpośrednią przyczyną. Najnowsze odkrycie zespołu z NIH, opublikowane w New England Journal of Medicine, burzy ten obraz i pokazuje, że w określonych warunkach immunologicznych beta-HPV może stać się głównym inicjatorem choroby.

Beta-HPV wcale nie taki niegroźny

Punktem wyjścia badań była historia 34-letniej kobiety, która trafiła do NIH Clinical Center z nawracającym guzem na czole. Zmiany nowotworowe, mimo kolejnych operacji i prób immunoterapii, stale odrastały. Lekarze podejrzewali, że u podstaw leży genetyczna wada w mechanizmach naprawy DNA uszkodzonego przez promieniowanie UV oraz zaburzenia w pracy limfocytów T. Co więcej, pacjentka zmagała się także z innymi chorobami związanymi z HPV, co sugerowało poważniejszy problem systemowy.

Czytaj też: Szczepionka ELI-002 2P daje nadzieję w walce z dwoma najgroźniejszymi rakami na świecie

Szczegółowe analizy przeprowadzone przez badaczy z NIH przyniosły zaskakujący rezultat. Okazało się, że w tkance guza wirus beta-HPV nie tylko był obecny, ale także zintegrował swój materiał genetyczny z DNA komórek nowotworowych i aktywnie produkował białka wirusowe. Co kluczowe, dalsze badania wykazały, że komórki pacjentki potrafiły prawidłowo naprawiać uszkodzenia DNA wywołane promieniowaniem UV. To wykluczyło wcześniejszą teorię i wskazało, że przyczyną raka skóry była bezpośrednio infekcja wirusowa.

Dlaczego więc wirus, który zwykle pozostaje niegroźny, w tym przypadku stał się inicjatorem nowotworu? Naukowcy zidentyfikowali u pacjentki mutacje genetyczne, które osłabiały działanie limfocytów T – kluczowych komórek odpowiedzialnych za rozpoznawanie i eliminowanie zakażonych komórek. Defekt ten sprawił, że beta-HPV mógł działać bez kontroli, a w konsekwencji doprowadził do transformacji nowotworowej. Jak tłumaczą badacze, to nie wirus zmienił swoje zachowanie, ale układ odpornościowy pacjentki przestał pełnić funkcję strażnika, otwierając drogę dla kancerogennego procesu.

Komórki rakowe – zdjęcie poglądowe /Fot. NCI, Unsplash

Zespół NIH zdecydował się na odważny krok i zaproponował pacjentce przeszczep szpiku kostnego. Zabieg miał zastąpić wadliwe limfocyty T zdrowymi, zdolnymi do kontroli infekcji wirusowych. Terapia wiązała się z ogromnym ryzykiem, ponieważ pacjentka już przed leczeniem była poważnie immunosupresyjna. Operacja przebiegła jednak bez komplikacji. Rezultaty były spektakularne: nie tylko rak skóry ustąpił, ale również wszystkie inne choroby związane z HPV zniknęły i przez ponad trzy lata nie pojawiły się ponownie. Dla badaczy był to nie tylko sukces kliniczny, ale też dowód, że problemem źródłowym była nie tyle ekspozycja na UV, co właśnie nieprawidłowa odpowiedź immunologiczna.

Wirusy brodawczaka ludzkiego to duża i zróżnicowana rodzina. Najczęściej mówi się o typach alfa-HPV, które integrują się z DNA komórek błon śluzowych i mogą prowadzić do raka szyjki macicy, odbytu czy nowotworów głowy i szyi. Typy beta-HPV, zasiedlające głównie skórę, uchodziły dotąd za nieszkodliwy element mikrobiomu. Odkrycie NIH pokazuje jednak, że w sytuacjach, gdy zawodzi układ odpornościowy, także te wirusy mogą okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Co więcej, wyniki badań sugerują, że przypadek opisywanej pacjentki może nie być odosobniony. Inni pacjenci z nieujawnionymi defektami limfocytów T mogą cierpieć na podobne, agresywne formy cSCC. To otwiera nową perspektywę diagnostyczną i terapeutyczną.

Wnioski z tej pracy są dwojakie. Po pierwsze, wskazują na konieczność głębszej diagnostyki immunologicznej u pacjentów z nawracającymi i trudnymi do leczenia rakami skóry. Po drugie, podpowiadają, że leczenie ukierunkowane na wzmocnienie odporności – czy to poprzez przeszczep szpiku, czy inne terapie immunologiczne – może stać się skuteczną bronią przeciwko nowotworom powiązanym z HPV.

Marcin PowęskaM
Napisane przez

Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów "Focus", "Wiedza i Życie" i "Świat Wiedzy". Obecnie pisze także na łamach OKO.press.