Od dekad filmy i seriale medyczne pokazują zawał serca jako nagłe, dramatyczne wydarzenie – postać chwyta się za lewe żebra, łapie oddech i osuwa na ziemię. Ta hollywoodzka wizja, choć efektowna, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością kliniczną. Nowe badanie przeprowadzone przez naukowców z Illinois State University oraz University of Texas at Arlington ujawnia, że publiczne wyobrażenia na temat zawału są głęboko zniekształcone przez popkulturę – a to opóźnia reakcję i pogarsza rokowania.
Czytaj też: Testosteron na cenzurowanym. Dlaczego mężczyźni gorzej znoszą zawały serca?
Prof. Ann Eckhardt z UTA, współautorka badania, mówi:
Zrobiliśmy sobie przysługę i krzywdę jednocześnie. W latach 80. i 90. wykreowano pojęcie „hollywoodzkiego zawału”. Problem w tym, że to rzadko wygląda tak naprawdę. Objawy bywają subtelne. Zamiast silnego bólu może to być po prostu dziwne uczucie dyskomfortu, które łatwo zignorować.
Zawał serca to nie scena z filmu, a realne zagrożenie
Zespół badawczy postanowił sprawdzić, jak dorośli Amerykanie postrzegają ból w klatce piersiowej i potencjalne symptomy zawału serca. W badaniu wzięło udział 597 osób powyżej 35. roku życia, które nie miały wykształcenia medycznego. Wszyscy wypełniali specjalnie przygotowany Chest Pain Conception Questionnaire – narzędzie mierzące wyobrażenia na temat lokalizacji, intensywności, charakteru i czasu trwania bólu.
Czytaj też: Przestaliśmy się bać zawału serca. Rok po zawale też bywa niebezpiecznie
Wyniki były jednoznaczne: większość respondentów kojarzyła zawał z silnym bólem, uciskiem, napięciem i dramatycznym ograniczeniem funkcji życiowych. Najczęściej wskazywano ból po lewej stronie klatki piersiowej i promieniowanie do ramienia. Znacznie mniej osób utożsamiało symptomy z takimi odczuciami jak niestrawność, palenie, pełność w klatce czy ból w szczęce i karku – mimo że są to objawy bardzo typowe, szczególnie u kobiet.

Co ciekawe, tylko 26,5 proc. uczestników zdobyło wiedzę o zawałach od personelu medycznego, podczas gdy aż 74 proc. wskazało filmy, seriale, reklamy telewizyjne. To alarmujące – bo edukacja oparta na schematach z mediów może bardziej szkodzić niż pomagać. To właśnie dlatego przez dekady ugruntował się również inny mit: że mężczyźni mają „typowe” objawy zawału, a kobiety „atypowe”. Badanie opublikowane w Heart & Lung pokazuje, że różnice płciowe są marginalne.
Prof. Ann Eckhardt dodaje:
Musimy odejść od języka „typowy” i „atypowy” zawał serca. Tym bardziej, że przez takie uproszczenia kobiety są często ignorowane lub błędnie diagnozowane.
Nieporozumienia na temat tego, jak wygląda zawał serca, mają realne i tragiczne skutki. Większość respondentów uznała, że ból trwa krótko (mniej niż 15 minut) i musi być nagły, intensywny oraz paraliżujący. Tymczasem wiele zawałów zaczyna się subtelnie, objawia się jako lekkie duszności, napięcie w klatce lub trudne do opisania „złe przeczucie”. Jeśli osoba nie zidentyfikuje tego stanu jako zagrażającego, może nie wezwać pomocy na czas.
Wnioski z badania są jednoznaczne: lekarze powinni zmodyfikować sposób, w jaki rozmawiają z pacjentami. Pytania typu „czy boli?” mogą nie wystarczyć – trzeba zapytać o „nacisk, pełność, napięcie, ściskanie, duszność”, a także nie lekceważyć informacji typu „czuję się dziwnie” lub „coś jest nie tak”. Równocześnie potrzebna jest powszechna kampania edukacyjna, która obali mit filmowego zawału i zastąpi go realistycznym opisem symptomów.
To tym bardziej ważne, że – jak pokazało badanie – aż 70 proc. ludzi myśli o zawałach serca nie na podstawie własnych doświadczeń czy wiedzy medycznej, ale obrazów z mediów. Zatem to media – nie tylko lekarze – ponoszą częściową odpowiedzialność za to, jak długo pacjenci zwlekają z reakcją.